
11.05.26r. Zielone Wzgórze gościło studentki i studentów pedagogiki 3 roku, specjalność: opieka i terapia pedagogiczna. Zapoznali się oni z doświadczeniami Fundacji w temacie pracy z rodzinami w sytuacjach wieloproblemowych. Rozmawialiśmy o podstawowej ważności więzi dla rozwoju dziecka oraz o traumie, jej przyczynach i skutkach. Tematami była adopcja, m.in. jej tajność w praktyce, specyfika pieczy zastępczej w szerszym kontekście, a także nierzadkie, niestety nieuzasadnione systemowe zrywania więzi rodzinnych.
Wierzę, że rzeczy dzieją się nie przypadkiem
(fragment rozmowy Matyldy z Aniszką, mamą adopcyjną dwojga dzieci adoptowanych w odstępie czterech lat. Dzieci nie są rodzeństwem biologicznym. Cały wywiad w naszej ksiązce Więzi odNowa)
Czy dostałaś jakieś informacje o historii Waszych dzieci sprzed adopcji?
Mocno niepełne, że tak powiem. Przed adopcją synka powiedziano nam w ośrodku, że matka była uzależniona od narkotyków i alkoholu, że jej pierwsze dziecko pochodziło z wieloletniego związku, a drugie dziecko, czyli nasz Mateusz, z bardzo krótkiego związku i że matka nie chciała specjalnie mówić o jego ojcu. (…) Natomiast jeśli chodzi o naszą córeczkę, powiedziano nam, że matka odrzuciła ją tak jak i swoje starsze dziecko. Młodo zaszła w pierwszą ciążę, została prawdopodobnie jakoś przymuszona do ślubu z ojcem dziewczynki, której jednak nie chciała wychowywać. Wtedy babcia zdecydowała się zostać rodziną zastępczą dla wnuczki. Potem matka urodziła naszą Jagodę i zrzekła się do niej praw, jednak z różnych względów procedura trwała długo i dziewczynka przez pięć miesięcy przebywała w ośrodku preadopcyjnym.
Czy informacje były dla Ciebie wystarczające?
Pogodziłam się, że przekazano nam tylko tyle i więcej nie szukałam. To jest coś, ale to nie jest dużo – takie mam odczucie. Jestem otwarta na spotkanie, gdyby to było możliwe. Na pewno to byłoby coś wartościowego, wnoszącego, co oczywiście mogłoby być jednocześnie trudne. Tak sobie myślę, że być może Mateuszowi byłoby łatwiej. A może byłoby trudniej, gdyby teraz miał styczność ze swoją biologiczną rodziną? Tego nie wiemy (…)
Czy macie jakieś zdjęcia sprzed adopcji, od rodzin biologicznych?
Nie. Ani żadnego listu, bo czasami są listy… Nic, nic. W jakimś sensie to dla dzieci byłoby dobre, żeby coś było, bo tak to ich historia zaczęła się dopiero w wieku kilku miesięcy. Czasami matki zostawiają jakieś ubranka dla dziecka, maskotki, listy, a tutaj nic takiego nie zostało przekazane.
Czy dzieci mają kontakt z kimś sprzed adopcji?
Kiedy mieliśmy zaadoptować Jagodę, zapytaliśmy Mateuszka, a miał wtedy cztery latka, czy chce z nami pojechać do oddziału preadopcyjnego. Powiedzieliśmy: Mateuszku, jedziemy w to miejsce, skąd ciebie wzięliśmy. Czy chcesz zobaczyć, co to za miejsce? Taką trzyosobową rodzinką pojedziemy po czwartego członka rodziny… Mateuszek powiedział, że chce. Na miejscu jedna z pielęgniarek powiedziała: O! A ja ciebie pamiętam! Miałeś łóżeczko właśnie tutaj, pod oknem. To było dla niego istotne, ciekawe, bo potem wracał do tego w rozmowie.
————————————————————————————————————————
Poniżej w galerii zdjęcia z naszej książki Więzi odNowa. Powstały na warsztatach fotograficznych, które obok szkoleń, grup wsparcia, zajęć arteterapeutycznych i dogoterapeutycznych, ukierunkowanych na więź oraz przeprowadzanych wywiadów były elementem oddziaływania terapeutycznego.
W warsztatach brały udział rodziny adopcyjne, zastępcze, biologiczne zagrożone dezintegracją lub te będące w trakcie reintegracji.














































